Długo oczekiwana relacja ze Złazu "Montera"

W dniach 30.11-02.12.2012r. w Gniewczynie Łańcuckiej, małej miejscowości niedaleko Przeworska, odbyła się największa impreza harcerska Południowo- Wschodniego Hufca Harcerzy „GRODY” im. Gen. bryg. Antoniego Chruściela pseud. „Monter”- Złaz „MONTERA”. Złaz miał na celu uczczenie pamięci bohatera naszego hufca, rozpropagowanie jego osoby i epickich czynów, których dokonał oraz integrację harcerzy i harcerek z naszego hufca i środowiska.

 

Data i miejsce złazu nie zostały wybrane przypadkowo. Gniewczyna Łańcucka to miejscowość w której urodził się Antoni Chruściel, oraz spędził pierwsze lata życia. Harcerki i harcerze chodzili tymi samymi dróżkami, szlakami, gniewczańśkimi taktami oraz krętymi leśnymi ścieżkami, którymi mógł kilkadziesiąt lat temu przechadzać się nasz bohater. Mogli oni wdychać to samo powietrze co on, patrzeć w to samo gwieździste niebo oraz podziwiać przepiękne krajobrazy, na które patrzyły jego oczy. W dniu 30 listopada, w dzień rozpoczęcia złazu, przypadła 52 rocznica śmierci generała. W złazie wzięło udział ponad dziewięćdziesiąt osób, w tym zaproszone harcerki z Przeworskiego Związku Drużyn Harcerek „Jarzębina”. Uczestnicy utworzyli 12 zastępów (z obrzędowością i składach, w jakich działają w drużynach). Przez wszystkie dni złazu zastępy rywalizowały w surowej punktacji. Oceniane było wszystko, zaczynając od tego jak harcerki i harcerze się do siebie zwracają, przez to jak trzymają sztućce i jak szybko wiążą sznurowadła w swoich laczkach oraz trzewikach, a kończąc na wynikach z gier terenowych i innych akcji. Fabuła złazu oparta była na działaniach konspiracyjnych Polski Podziemnej. Uczestnicy wcielili się w elitarne oddziały walczące z okupantem, przeprowadzając ryzykowne akcje dywersyjne i przechodząc odpowiednie szkolenia.

Zastępy na długo przed nim rozpoczęły skrupulatne przygotowania oraz rywalizowały ze sobą wykonując przeróżne, ciekawe i wymagające zadania przed- złazowe. Najciekawszym wyzwaniem okazało się zadanie z ukrytymi kopertami. Przed złazem na terenie całego hufca, systematycznie były ukrywane białe koperty, w wielu dziwnych i nietypowych miejscach. Zastępy dostawały drogą mailową zaznaczone na mapach miejsca ich ukrycia. Im więcej zdobyło się kopert tym lepiej. W kopertach były ukryte stare banknoty 100zł i 50zł, które miały przydać się harcerzom i harcerkom na złazie. W kilku kopertach znajdował się także specjalny banknot, a dokładnie jego połówka. Była ona potrzebna aby odebrać bardzo ważną przesyłkę od łącznika podczas złazu. Przesyłka ta miała zaważyć o losach Polski, narodu, a nawet całej wojny. Koperty można było zdobyć także w inny sposób. W dniu 16 listopada dokładnie w godzinach 17.00-17.20, jak dowiedział się wywiad, niemiecki łącznik miał wywieźć z Jarosławia jedną kopertę. Na szczęście w porę dowiedzieliśmy się o godzinie odjazdu. Szybko poinformowaliśmy zastępy o szczegółach misji, której celem było odbicie koperty. Na wyznaczonym miejscu, na rogu Szkolnej i Grunwaldzkiej, w Jarosławiu, obok budki z wyśmienitym pieczywem, w której często kupuję drożdżówki, i o wyznaczonym czasie stawiły się dwa zastępy harcerek. Rubin oraz Plejady. Nasz wywiad się nie mylił, łącznik szedł podaną trasą dokładnie o wyznaczonej godzinie. Kopertę udało się przechwycić zastępowi Rubin. Tydzień po tym zajściu nasz wywiad dowiedział się o kolejnym przerzucie kopert przez nasze tereny. W dniu 25 listopada o godzinie 15.00, radziecki kurier miał przemycić pociągiem plik kopert do Petersburga. Koperty zostały oczywiście przechwycone przez zastępy Wiewióry i Zaskrońce.

Długo oczekiwany złaz rozpoczął się 30 listopada. Zastępy miały zameldować się w bazie do godziny 17.30. Na początku zostali dokładnie przeszkoleni z musztry przez oboźnego złazu ćw. Adama Maca. W tym czasie sztab dowodzący dokonał rekonesansu bazy, rozesłał zwiad po okolicy, rozłożył sprzęt i przygotował się na przyjęcie zastępów.

Gdy zastępy zostały rozlokowane w przydzielonych pomieszczeniach, dostali rozkaz przygotowania się do pierwszej akcji. Każdy zastęp dostał za zadanie przygotowanie co najmniej siedmiu plakatów, które zagrzeją Polaków do walki z okupantem lub podniosą ich na duchu. Plakaty miały zostać wykonane przejrzyście i estetycznie, wszystkie zostały ocenione i zatwierdzone przez sztab dowodzący. Gdy wszyscy byli przygotowani do akcji, sztab dowodzący wydał każdemu fałszywe kenkarty, w razie kontroli niemieckiej. Następnie rozdano mapy, na których zaznaczone były miejsca w których należało rozwiesić plakaty. Zastępy musiały uważać aby nikt ich nie przyłapał na rozwieszaniu plakatów, szczególnie niemieckie patrole. Na akcję wyruszono o 19.00, na wykonanie zadania mieli tylko godzinę. Oczywiście nie obyło się bez niemieckich rewizji, jednak nikt nie został zatrzymany i większość plakatów została rozwieszona. W trakcie akcji zastępy które zdobyły połówkę banknotu, mogły udać się do łącznika, który stał pod kościołem. Przesyłką okazały się ładunki wybuchowe, które zastępy miały dostarczyć komendantowi złazu.

Gdy zastępy wracały z akcji, były zabierane kolejno do podziemi bazy, gdzie każdy był przesłuchiwany, przebadany oraz zostały im sprawdzone kenkarty i inne dokumenty. Następnie każdy dostał swoją rację żywnościową- wojskowe suchary. Za banknoty z kopert, które zastępy znalazły przed złazem, harcerze mogli dokupić sobie dodatkowe paczki sucharów.

Po chrzcie bojowym odbyła się kolacja. Harcerki i harcerze zjedli wszystko w wojskowej stołówce. Po posiłku i ciepłej herbacie odbył się apel rozpoczynający. Na apelu komendant uroczyście powitał wszystkich uczestników oraz rozdał plakietki złazu. Oczywiście nie zabrakło sztandaru hufca.

 Po apelu odbyło się uroczyste świeczkowisko poświęcone osobie „Montera”, przedstawiające za pomocą scenek, relacji i multimediów życiorys bohatera. Nie obyło się bez scen batalistycznych jak i humorystycznych dialogów. Oczywiście nikt nie ucierpiał, wszystko było na niby. W trakcie świeczkowiska kilkadziesiąt metrów od szkoły na naszym poligonie odbyły się testy pocisków i ładunków wybuchowych potrzebnych na nocną akcję.

Po świeczkowisku i toalecie wieczornej została zarządzona cisza nocna. Sztab dowodzący udał się na naradę w celu dopracowania planu jutrzejszego dnia oraz ustalenia szczegółów akcji dywersyjnej która miała odbyć się o 00.50. Głównym celem akcji było wysadzenie mostu kolejowego na Wisłoku, niedaleko bazy w której stacjonowaliśmy. Do tego właśnie potrzebne były materiały wybuchowe, które niektóre patrole zdobyły podczas wieczornej akcji.

Równo o północy oboźny zrobił pobudkę włączając syrenę alarmową- sygnał do rozpoczęcia akcji. Harcerki i harcerze szybko ubrali się w swoje partyzanckie mundury i ustawili się przed szkołą. Czekając na sygnał do wymarszu dostawali szczegółowe informacje o akcji. Ich zadaniem było ubezpieczanie akcji wysadzenia mostu kolejowego na Wisłoku obok Tryńczy. Most wysadzić mieli spece z Batalionu Zośka sprowadzonego z Warszawy. Minierzy byli doskonale przeszkoleni. Akcja odbywała się w ramach operacji Jula. Gdy wszystko było już ustalone, przez radiotelefon oboźnego dobiegł głos który szeptał aby wstrzymać akcję. Był to patrol zwiadowczy wysłany przed akcją w okolice mostu.

Zwiadowcy z komendantem na czele cudem uniknęli konfrontacji z niemieckim oddziałem w wozach pancernych. Zastosowali oni niezwykły manewr który wymagał wiele odwagi. Wykonali w przepięknym stylu odwrót taktyczny w kierunku pobliskiego lasu. Oddział niemiecki był całkowicie zdezorientowany i po chwili uciekł! Takim sposobem odnieśliśmy nasz pierwszy sukces! Jednak wygrana „walka” nie oznacza wygranej wojny, trzeba było iść dalej.

Główny oddział mógł bezpiecznie dotrzeć na miejsce. Patrol zwiadowczy zabezpieczył cały teren i oczekiwał na przybycie reszty sił. Obok mostu znajdowała się stara strażnica kolejowa która pamięta jeszcze pierwszą wojnę światową. Obecnie siedział w niej oddział niemiecki pilnujący mostu. Szczęście nam sprzyjało, Niemcy urządzili sobie chyba jakiś turniej strzelecki, gdyż co chwile dało się słyszeć podwójne strzały, jakby się pojedynkowali. Gdy wszyscy zajęli wyznaczone stanowiska minierzy wyruszyli podłożyć ładunki. Zaczekali na zmianę warty i pobiegli. Mieli ściągnięte buty, poruszali się boso aby nie zrobić hałasu. Niestety ktoś nawalił i rozpórki które mieli okazały się za małe. Szybko pobiegli w las poszukać większych. W tym czasie zobaczyli nadjeżdżający pociąg. Szybko próbowali dokończyć zakładanie ładunków. Ostatni z nich zeskoczył w ostatniej chwili. Wszyscy myśleli że już po nim. Potężna eksplozja rozpruła niczym grom spokojną ciszę nad sosnowym borem. Pociąg był już kilkadziesiąt metrów od mostu nad którym wisiała teraz potężna chmura pyłu i odłamków, wokoło tliły się bladoniebieskie i czerwone płomyki. Pociąg wpruł się w całą tą kurzawicę nawet nie próbując hamować, słychać było niemieckie krzyki brzmiące jak rozkaz rozstrzelania. Przód pociągu znikł. Wszyscy wytężali wzrok aby zobaczyć co się stało kurz dopiero opadał. Nagle partyzanci dostrzegli światło po drugiej stronie mostu. Pociąg nie tknięty przejechał przez most. Wszyscy byli w szoku. Gdy pył opadł, równo z zapałem partyzantów, okazało się że most stoi cały. Nawet przęsła nie były powyginane. Za małe rozpórki oraz brak dokładnych informacji od wywiadu zniweczyły cały plan. Wszystko poszło jak krew w piach. Ze strażnicy wybiegli Niemcy. Otworzyli w kierunku partyzantów ogień. Niemiecki oficer z wściekłością wykrzyczał rozkaz, który dotarł do uszu nawet najdalej ukrytych partyzantów. Ze strażnicy zagrzmiały dwa CKM. Partyzanci ujrzeli błyski, ułamek sekundy później mordercze pociski świstały nad ich głowami. Kilku z nich padło od pierwszej salwy. Serca młodych polaków przepełnił strach. Ale tylko na chwile. Ktoś krzyknął aby ustawić się w kolumnę. Pociski wwiercały się w najbliżej stojących polaków, którzy nie zdążyli odbiec na bezpieczną odległość. Kąsały ich niczym stado wciekłych, bezlitosnych szerszeni. Kolumna była ustawiona, nikt nie stchórzył. Odwrót osłaniał najlepiej uzbrojony patrol zwiadowczy. Minierzy właśnie przebiegali przez most. Tuż za nimi biegli pierwsi Niemcy. CKM ucichły aby nie trafić przypadkiem swoich, gdyż w słabym świetle księżyca ciężko było odróżnić żołnierzy. Nikt z minierów nie został ranny wszyscy zdążyli dobiec i osłonić się w cieniu lasu. Gdy pierwsi z Niemców znaleźli się w zasięgu ognia polskich żołnierzy, zagrzmiały wystrzały. Paru Niemców dostało. Kolumna partyzantów truchtem biegła wzdłuż torów, niektórzy ranni, półprzytomni. Rozpętało się piekło. Niemcy okrążali Polskich zwiadowców. Wszędzie latały pociski, trafiając w pnie sosen. Polacy w porę zorientowali się że są osaczani i zaczęli uciekać. Minierzy z batalionu Zośka dołączyli do nich. Niemcy nie dawali za wygraną. Kolumna była już bezpieczna daleko od wrogich oddziałów jednak nadal do ich uszu dolatywały odgłosy wystrzałów i krzyki. Polacy wbiegli w las. Niemcy w swoim ciężkim oporządzeniu nie byli w stanie dogonić partyzantów i wkrótce dali za wygraną. Minierzy i zwiadowcy dogonili kolumną partyzantów na głównej drodze. Razem dotarli do bazy. Po przegrupowaniu okazało się że kilku żołnierzy poległo.

W sobotę tuż po śniadaniu rozpoczęła się kolejna akcja. Tym razem harcerze musieli odnaleźć ukryty zapas broni i amunicji. Aby go odnaleźć potrzebne były wskazówki, zaznaczone na mapie krzyżykami. Wskazówki są jednak prawie bezużyteczne jeśli zastępy nie skontaktują się z łącznikiem- Quentinem Rutkowskim. Łącznik jest jedyną osobą która może pomóc w odczytaniu wskazówek. Wskazówki zawierają luki które łącznik  potrafi uzupełnić. Aby skontaktować się z łącznikiem trzeba zdobyć jego numer telefonu i do niego zadzwonić. Zdobycie jego telefonu jednak nie było takie proste jak mogło się wydawać. Łącznik rozstawił w terenie swoich ludzi- cichociemnych, z których każdy podawał tylko jedną cyfrę  numeru telefonu. Cichociemni przekazywali patrolom cyfrę dopiero gdy poprawnie wykonali zadania które dla nich przygotowali. Na jednym punkcie harcerze musieli popisać się celnością strzałów, na innym technicznym rzutem granatem trzonkowym, zawiązać węzły, po prostu wykazać się swoimi partyzanckimi umiejętnościami. Niemcy także szukali zapasu broni więc zastępy musiały się śpieszyć, aby zdążyć przed nimi. Gdy zastępy zdobyły wszystkie wskazówki i zadzwoniły do łącznika, musiały mu powiedzieć tajne hasło: 98YHOKA80AM, następnie podać nazwę zastępu i drużyny z której są. Dzwonienie do łącznika nie miało większego sensu gdy ktoś nie zdobył wszystkich wskazówek. Łącznik dyktował przez telefon kompletne wskazówki. Okazało się że skrzynia ze sprzętem i amunicją znajduje się za miejscowym kościołem. Skrzynię wbrew pozorom odnalazł najmłodszy zastęp harcerzy.

O 14.00 wszyscy zjedli ciepły obiad. Każdy miał wilczy apetyt po nocnych i porannych manewrach. Po obiedzie partyzanci dostali chwilę wolnego. Każdy z nich mógł udać się na różnego rodzaju zajęcia. Druh Grzesiek prowadził zajęcia z samarytanki, część harcerek przygotowywała deser na zajęciach kulinarnych, wiele osób wzięło udział w turnieju strzeleckim, zawodach w piłkę nożną lub oglądało filmy na ENIACu. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się zajęcia taneczne prowadzone przez Druhnę Martę.

Wieczorem, po przepysznej kolacji i apelu, odbyło się świczkowisko poświęcone naszemu hufcowi. Mogliśmy w ten wieczór prześledzić bogatą historię naszego wspaniałego hufca, za pomocą zabawnych scenek jak i poważnych przemówień.

W niedziele wielkimi krokami zbliżaliśmy się do końca naszego złazu. Wszyscy mieli łzy w oczach nikt nie chciał wyjeżdżać, jednak nie mieliśmy wyjścia. Zanim to jednak nastąpiło udaliśmy się na mszę świętą, a po niej odbył się uroczysty apel końcowy. Pozwolę sobie przytoczyć słowa które napisałem w tym ostatnim rozkazie wraz z moim skrybą Saskiem.

Nasz złaz dobiega końca. Mieliśmy szansę zbliżyć się do bohatera naszego hufca, żyć przez te kilka dni na ziemi w której dorastał i próbować go naśladować. Jak wspominałem w pierwszym rozkazie „Monter” jest wspaniałym wzorem do naśladowania dla każdego harcerza, a szczególnie dla zastępowego. Mam nadzieję że każdy wyniósł coś z tego złazu i zaprocentuje to w pracy śródrocznej waszych zastępów. Najlepszym zastępom gratuluję, cieszę się z każdej zdobytej sprawności „Monter” i plakietki hufca. Nasz gród przechodził wzloty i upadki, lecz ten złaz niewątpliwie można wpisać w poczet sukcesów. Liczę na to że spotkamy się za rok w takim samym lub większym składzie, a Złaz Montera stanie się coroczną tradycją naszego hufca.

Punktacja:

1.      Gacki 84 pkt.

2.      Rubin 74 pkt.

3.      Jastrzębie 73 pkt.

4.      Plejady 71 pkt.

5.      Puszczyki 65 pkt.

6.      Zaskrońce 64 pkt.

7.      Wiewióry 62 pkt.

8.      Puchacze 43 pkt.

9.      Kobuzy 37 pkt.

10.  Zastęp próbny IV 35 pkt.

11.  Zastęp próbny III 33 pkt.

12.  Białe Kruki 30 pkt.

Komendant złazu
ćw. Tomasz Szpytma